Fiszer Stanisław (1769–1812), generał, szef sztabu armii Księstwa Warszawskiego. Syn Karola Ludwika Fischera, który przeszedłszy ze służby rosyjskiej na generała adiutanta Stanisława Augusta otrzymał indygenat (h. Tarczała) w r. 1768. Zatarło się pochodzenie niemieckie w wychowaniu młodych, a tylko najstarszy z braci Stanisława nosił jeszcze imię Wilhelm, on zaś w korpusie kadetów wyrastał na Polaka nieskazitelnego poczucia narodowego, lubo i przez matkę Joannę Luizę Elżbietę von Luck miał we krwi, usposobieniu, charakterze pewne znamiona odróżniające go wybitnie od przyszłych towarzyszów broni, jak zwłaszcza tak cenną obowiązkowość, systematyczność, pracowitość. Wszyscy trzej bracia (więc i średni Karol) od najwcześniejszych lat wciągnięci byli na »ranglistę« ojcowskiego pułku imienia królowej, pierwszego p. piechoty; Stanisław jako kadet od r. 1775. Zwyczajem ówczesnym trzeba było za stopnie płacić, ile że zapewniały rentę, chociaż się służby nie pełniło. Toteż i mogąc ją podjąć w stopniu chorążego latem 1788 musiał się okupić, a nawet (chociaż tylko nieznacznie) w dobie »sejmu wielkiego«, wiosną 1790 już jako niewątpliwie czynny podpułkownik. W tej randze odbył chlubnie kampanię w obronie konstytucji 3 Maja i zyskał w niej awans, a przede wszystkim zaufanie Kościuszki. Na jego zlecenie pozostał w armii i po zwycięstwie Targowicy. »Wierny cnocie«, wspólnie z Dąbrowskim usiłował zorganizować opór przeciw drugiemu rozbiorowi, a że wobec przewagi pruskiej wypadało się liczyć z koniecznością ustąpienia do warownego Gdańska, tam zawiązał sprzysiężenie, wstępując do miejscowej loży wolnomularskiej. Plan ten nie powiódł się i dopiero w insurekcji 1794 doszło do ostatecznej walki o byt Rzeczypospolitej. F. pospieszył stanąć przy boku Naczelnika jako adiutant, wytrwał przy nim aż do Maciejowic, gdzie ranny piką »razem z wolnością utracił wszystko oprócz jedynie honoru«. Przewożony do Niżnego Nowogrodu w ciężkie mrozy, nie odzyskał już do końca pełnej władzy w nogach. Po wstąpieniu na tron Pawła i uwolnieniu Kościuszki za jego przykładem musiał złożyć przysięgę poddańczą, o której pamięć ciężyć mu będzie aż do samej śmierci. Nie zdążywszy w czas, by towarzyszyć na wygnaniu Kościuszce, aż po jego powrocie z Ameryki udał się do legii Naddunajskiej, którą Naczelnik szczególnie się opiekował, a w której został szefem brygady. W toku organizacji na rekonesansie popadł w niewolę pod Offenburgiem w czerwcu 1800. W kazamatach Königrätzu »bardziej jako niewolnik stanu« niż jako jeniec uważany wiele wycierpiał, aż w lutym 1801 został wymieniony za księcia de Ligne przy usilnych staraniach Kościuszki. Za tego idąc wskazówkami, po zawarciu pokoju na kontynencie, gdy legiom usunęły się ideowe podstawy istnienia, odprowadził piechotę Naddunajskiej do Włoch, ale podał się do dymisji, pociągając wielu oficerów swoim przykładem. Heroicznie znosił w ciągu studiów podjętych w Paryżu biedę tułacza; aby jej zapobiec, Naczelnik swatał go z Wirydianną Kwilecką, z domu Radolińską, i starał się dlań o dzierżawę w kraju. Skoro tam powrócił, odbywszy uprzednio za urlopem nieograniczonym podróże do Włoch, Anglii, Holandii i Niemiec, osiadł w Poznańskiem na dzierżawie wziętej od Mycielskich i ożenił się (powtórnie) z Wirydianną, która tymczasem uzyskała rozwód z mężem. Małżeństwo podobno nie było szczęśliwe, a bezdzietne, i F. miał pieczę tylko nad pasierbem, którego później przybrał za adiutanta.
Wbrew obietnicom poczynionym żonie i biernej, nieufnej postawie Kościuszki nie wahał się pospieszyć na pierwsze do narodowych szeregów wezwanie. Wszak jeśli według jego własnego określenia »Polak z własnych wydobywając się gruzów zdobił swój upadek« w legionach i na obcej ziemi »uganiał się za niknącym ojczyzny cieniem« jedynie »powodowany honoru prawidłami«, miałże pozostać bezczynnym, kiedy po triumfach Austerlitzu i Jeny otwierała się pierwsza kampania polska. Nie mogła go zatrzymać ani żona, ani tamta przeklętej pamięci przysięga poddańcza. Zresztą zrazu tylko z pruską ścierać się miano bronią. Najpierw pod Dąbrowskim porał się z trudnościami pierwiastkowej organizacji. Powróciwszy z deputacji do Napoleona z końcem listopada 1806 zjechał do Rawicza, gdzie trzeci, i do Kościana, gdzie czwarty regiment piechoty miał być sformowany. Nikogo i niczego tam nie zastał, lecz przecież w ciągu grudnia zdołał zgromadzić, ubrać, jako tako wyekwipować, uzbroić i przećwiczyć 4000 kantonistów. Wtedy został odkomenderowany do Kalisza dla objęcia tamtejszej dywizji. Jakież jednak było jego zdumienie i oburzenie, gdy w dwa dni po przybyciu otrzymał ordynans do marszu (8 stycznia 1807). Rekruci mający złożyć cztery pułki byli rozrzuceni w kilkunastu miasteczkach, w małej tylko części ubrani, przeważnie bosi, bez żadnej dotąd broni, a zatem bez żadnych początków musztry. Na domiar oficerowie jedni bez znajomości służby, drudzy zbyt starzy. Toteż lubo rozkaz spełnił i zaczął wybierać ludzi do pierwszych batalionów, które miały zaraz odejść do Bydgoszczy, ale zniechęcił się do współpracy z Dąbrowskim. Przesłał raport, że »cudów robić nie umie« i »żeby mu albo dać czas potrzebny do uorganizowania«, albo pójdzie do jakiegokolwiek korpusu francuskiego służyć bezpłatnie w jakimkolwiek stopniu. Ostatecznie przeszedł pod bezpośrednią komendę księcia Józefa jako generał brygady i major legii pierwszej. Na przedwiośniu 1807 poprowadził posiłki na linię połączeń Warszawy z główną kwaterą cesarską na Mazurach Pruskich. Przy tworzącej osłonę grupie Zajączka pełnił obowiązki szefa sztabu i zarazem instruktora młodych żołnierzy w pierwszych ich bojach z kozakami, mimo zawsze dręczących go skrupułów z powodu danego przed laty dziesięciu słowa.
Od jesieni (11 XI 1807) został inspektorem generalnym piechoty, a po ustąpieniu z Księstwa Warszawskiego sprawującego nad nim kuratelę marszałka Davouta, zatrzymując dotychczasowe funkcje objął szefostwo sztabu głównego, chociaż organizacja tego dojrzała dopiero z początkiem roku 1809, równocześnie z przekazaniem naczelnej komendy Poniatowskiemu. Na tym stanowisku okazał się ze wszech miar właściwym człowiekiem wedle zgodnej oceny historyków polskich dziejów porozbiorowych, a Gembarzewskiego w szczególności: »pracowity, wielkich zdolności, nadzwyczajnej odwagi, zdatny równie do pracy gabinetowej jak do służby w polu; usposobienia zimnego i umysłu metodycznego i konsekwentnego«, tak że słusznie »naczelny wódz polegał na nim we wszystkich szczegółach służby«. »Surowo przestrzegał karności wojskowej i energią w służbie naprawiał to, co miękkość ks. Poniatowskiego częstokroć psuła, lecz za swą surowość i popędliwość nie był lubiany przez niższych stopni oficerów«. Nie bez racji przyrównywany jest do Aleksandra Berthiera, szefa sztabu Napoleona. Porównanie słuszne, ale w odpowiedniej skali. Natomiast jeśli wziąć pod uwagę nie tylko rozmiary czynności ściśle wojskowych, lecz i wartości moralne, jak patriotyzm, bezinteresowność, to F. stoi znacznie wyżej. Zresztą niewątpliwie rola jego przy księciu Józefie była większa niźli Berthiera przy cesarzu, był nie tylko wykonawcą, ale i doradcą najwięcej wpływowym, miał powierzane zadania najbardziej odpowiedzialne.
Wysłany do Paryża w sprawie reorganizacji armii pod schyłek stycznia 1809, za powrotem (od drugiej dekady marca) rozwinął wzmożoną pracę nad przygotowaniami do wojny. Te dla chronicznego ubóstwa skarbu opóźniały się i pobór celem utworzenia trzech batalionów zaledwie o kilkanaście dni uprzedził wkroczenie korpusu austriackiego w granice Księstwa. W bitwie pod Raszynem F. był ranny, musiał się leczyć przez miesiąc w Toruniu, a wracając do sztabu (26 V) zastał go w Trześni w trakcie działań na ziemi galicyjskiej. Kierownictwo nimi było nader trudne. Wprawdzie opanowano nie tylko Lublin, Zamość, Sandomierz, Jarosław, a nawet Lwów, lecz położenie nadal przedstawiało się niejasno. Siły polskie zawsze jeszcze (mimo zaciągów ochotniczych i powstań) były szczupłe i bardzo rozproszone, zaś austriackie, chociaż i nie zdołały zdobyć Torunia i ustąpiły nawet z Warszawy, nie zostały pobite i zachowały przewagę, a rosyjskie niby to sprzymierzone posuwały się coraz dalej, nie odsłaniając swych zamiarów i nie użyczając żadnej pomocy. Tymczasem nie tylko partyzanci unoszeni zapałem działali każdy na swoją rękę, ale i generałowie Dąbrowski, Zajączek, Sokolnicki, Rożniecki goniąc za triumfami nie liczyli się ze wskazaniami i rozkazami głównej kwatery, chociaż nie orientowali się w sytuacji wojennej i politycznej. Stąd wynikły porażki oddzielnych komend (jak pod Jedlińskiem) i straty (Sandomierza i Lwowa), lecz zajęto Kraków i w wyniku kampanii granice Księstwa zostały znacznie poszerzone, a armia jego zdwojona. Prace sztabu też miały wzróść niepomiernie i coraz to przybierać natężenia, gdy groźba najazdu rosyjskiego stawała się wyraźną. Gdy Napoleon mimo ostrzeżeń późno i skąpo udzielał zasiłków, ogromne roboty fortyfikacyjne wyczerpywały zasoby Księstwa i dla braku środków jak i dla zatajenia zbrojeń nie można było dość wcześnie kraju i armii przygotować do wojny. F. pracował z gorliwością nadwerężającą jego zdrowie tak, że nie wiedział, czy starczy mu sił na kampanię, ale nikt nie zdołałby go zastąpić. Ruszył więc na Moskwę z piątym korpusem Wielkiej Armii, zyskując pod Smoleńskiem posunięcie w stopniu legii honorowej, przyznanej mu za Raszyn. F. nie miał dostatecznej energii, by zapobiec rozsypaniu się armii i ulegał fatalistycznemu nastrojowi, tak wyraźnemu w dziejach tej wyprawy. Zresztą zbyt mało zachowało się z niej dokumentów do oceny jego działalności. W odwrocie poległ w bitwie pod Winkowem 18 X 1812 od strzałów tyralierów rosyjskich, gdy pędził do dywizji Kniaziewicza, by w Teterince zaskoczoną »tę część wojska w porządek wprawić«. Antoni Górecki poświęcił mu wiersz pt. »Śmierć Fiszera«.
Życiorys w oparciu o pamiętniczek F-ra (a częściowo i korespondencję) opracował Askenazy, Nowe wczasy, W. 1910. Tenże, Napoleon a Polska, W. 1919, t. III; Skałkowski, O cześć imienia polskiego, Lwów 1908, tenże, O kokardę legionów, Lw. 1912; tenże, Monografie w zakresie dziejów nowożytnych IV, W. 1904; tenże, Korespondencja ks. J. Poniatowskiego z Francją t. II, III, IV; tenże, Kościuszko we wspomnieniach Wirydianny Kwileckiej-Fiszerowej; Z korespondencji Kościuszki urzędowej i prywatnej, 1790–1817, wyd. A. M. Skałkowski, Kórnik 1939; Pawłowski Br., Historia wojny polsko-austriackiej 1809 r., W. 1938; Handelsman M., Instrukcje i depesze rezydentów francuskich w Warszawie, Kr. 1914; Gembarzewski Br., Wojsko polskie (1807–14); Kukiel M., Wojna 1812 roku, Kr. 1937; Mościcki H., Generał Jasiński i powstanie Kościuszkowskie, W. 1917; Łoza St., Legia honorowa w Polsce, Zamość 1933; Materiały do dziejów Komisji Rządzącej z r. 1807, t. I, Kr. 1918.
Adam M. Skałkowski